Sztuka. Twardy orzech

Nie widzieliśmy się od dłuższego czasu, bo dzielą nas kilometry. Przyjechałem, więc należy zorganizować spotkanie i gdzieś się wybrać. Co powiem na łódzkie Muzeum Sztuki? W sumie, dlaczego nie. Choć nie powiem, przyjąłem tę propozycję z zaskoczeniem. Rzadko się przecież zdarza, by dziadek proponował wnukowi wypad do miejsca w którym prezentowane są dzieła sztuki modernizmu i światowej awangardy. Dość szybko się okazało, że dziadek tak naprawdę nie wiedział, co nas czeka na miejscu. A czekało wiele niespodzianek. Tematy ekspozycji były naprawdę różnorodne: ciało i proteza, wzrok a obraz, fantazmaty i fetysze.  Nie byłem zaskoczony, gdy po wyjściu z muzeum usłyszałem opinię, że najwyraźniej zbliża się rychły koniec sztuki. Czy jednak nie miał on nastąpić już dawno temu, po słynnym „Kwadracie na białym tle”?

Opisana wyżej sytuacja okazała się dla mnie wstępem do rozważań na temat roli sztuki w życiu człowieka oraz różnorakich sposobów postrzegania jej. Dla każdego jest ona czymś innym. Ktoś będzie upierał się przy arystotelesowskiej jej koncepcji, ktoś inny powoła się na sposób prezentowania dzieł sztuki przez znanych dadaistów, jeszcze ktoś inny odwoła się do tego, co miał do powiedzenia o sztuce dla sztuki Przybyszewski w swoim manifeście „Confiteor”, a wszystkie głosy i tak stłumi okrzyk zwolennika suprematyzmu, który twierdzić będzie, iż sztuka zaczyna się tam, gdzie kończy rzeczywistość. Poszukajmy więc, co ma do powiedzenia na ten temat słownik języka polskiego. Ma do powiedzenia niewiele, bo według najbardziej rozpowszechnionej definicji, sztuka to nic innego, jak twórczość artystyczna człowieka. No to jesteśmy w kropce, nieprawdaż? Okazuje się, że sztuka nie ma jednolitej definicji, zresztą podobnie jak teatr i performans1. W sumie to dobrze, bo przecież z doświadczenia wiemy, że sztuka nie powinna znać ograniczeń.

Porozmawiajmy o guście

Zacznijmy od przypomnienia sobie pewnego powiedzenia, które stało się frazą ucinającą wszelkie próby podjęcia rozmowy na, powiedzmy sobie szczerze, tematy będące nieodłączną częścią życia współczesnego człowieka. Chodzi mi oczywiście o kultowe stwierdzenie: o gustach się nie dyskutuje idące łeb w łeb z są gusta i guściki. Ile razy to usłyszeliście, a ile razy padło to z waszych ust? Nie da się tego policzyć, to tak popularny zwrot, że nie zasługuje nawet na uwagę. Ja uważam przeciwnie. Oczywiście, zgadzam się, że są gusta takie i owakie. A. doznaje niesamowitych doznań, gdy wciśnie play i odsłucha długo oczekiwaną, nową piosenkę autorstwa Lady Gagi, a B. może sobie zapewnić podobne uczucia tylko wtedy, kiedy w głowie dźwięczy mu któryś z nokturnów Chopina, i to najlepiej w jakimś wirtuozyjnym  wykonaniu. C. będzie przeżywać każdą scenę filmu „Siódma pieczęć”, podczas gdy D. uważa „Salę samobójców” za najlepszy film, jaki kiedykolwiek powstał. Dalej – E. będzie oczekiwał osiągnięcia katharsis podczas oglądania sztuki „Prometeusz skowany” Ajschylosa, podczas gdy F. woli umierać ze śmiechu na którejś z fredrowskich komedii. Wszyscy oni mają święte prawo do własnej opinii, wyrażania jej na głos, a żaden z nich nie powinien nigdy paść ofiarą głupich żartów ze strony zawsze wiedzącej lepiej i mającej odmienne zdanie. Bo nie wątpię, że niejednokrotnie ktoś został obśmiany, bo lubi to, a nie tamto, a przecież wiadomo, że to i obciach, i wstyd, i w ogóle klęska.

Każdy człowiek ma swoją indywidualną naturę, osobowość, usposobienie. Odróżniają one go od innych; sprawiają, że może poczuć się jak jednostka. To, co do jednych naprawdę trafia, innych – delikatnie mówiąc – odrzuca. W zależności od naszej wrażliwości, możemy pojmować różne rzeczy całkiem inaczej. Nie jest możliwe ocenienie dzieła sztuki przez pryzmat obiektywizmu. W każdej opinii znajduje się choć krztyna subiektywnego toku myślenia. Chyba, że ktoś nie jest w stanie myśleć samodzielnie i nie potrafi samodzielnie poddać analizie tego, co odbiera przez zmysły – wtedy buduje swoją opinię na podstawie zdań innych ludzi. Wtedy natomiast jest to komentarz pozornie obiektywny, bo tak naprawdę wpływ mają na niego liczne, stronnicze, źródła zewnętrzne. To, że ktoś rozpływa się nad „Damą z łasiczką” Da Vinci nie oznacza, że wszyscy będą chcieli powiesić sobie jej reprodukcję na ścianie w pokoju. Co dopiero „Stworzenie świata” Witkacego, w którym ktoś zobaczy odzwierciedlenie odwiecznej walki Dobra ze Złem, a tymczasem Jan Kowalski stwierdzi, że to bohomaz wykonany przez głupiego ćpuna, który przyprawia go o zawroty głowy z powodu ogromnego przepychu i nadmiaru wszystkiego. Tak jak ktoś nazwał „Bitwę pod Grunwaldem” Matejki najdroższym pstrokatym dywanem, tak ja mogę napisać, że „Fontanna” Duchampa to kpina i zamach na sztuce.

Mimo to nie zgadzam się z tym, że nie powinno się prowadzić dyskusji o gustach. Sam jestem często prowodyrem takich rozmów, ale nie oczekuję podczas nich kompromisu, konsensusu, czy tego, że delikwent zakocha się w smęceniu Anji Plaschg czy wyciu Björk. Rozmowa nie ma służyć tylko zwycięstwu jednej ze stron, ale poznawaniu opinii drugiej. Broń boże, nie zmuszać kogoś do przyjęcia własnych racji, czy narzucania innym swoich upodobań. Rozmawiać trzeba i uczyć się, że każdy ma swoją prawdę i trzeba to akceptować. To w pewnym sensie nietypowa lekcja tolerancji. Rozmowa o guście.

Kiedy sztuka się kończy

Zawszy, gdy przychodzi do próby rozdziału prawdziwej sztuki od czegoś, co ją tylko udaje, lub kompletnie nią nie jest, pojawia się przeszkoda. Skoro nie mamy definicji, jak więc oddzielić Sztukę od kiczu? Przed chwilą pisałem o gustach, ale nie można się opierać tylko na nich. Wybaczcie, ale nie wszystko złoto, co się świeci. Nie wmówi mi nikt, że umysł szczytuje, gdy słucha się hitów tanecznych, telewizji muzycznych, czyta harlekiny i ogląda filmy sensacyjne z Bruce’em Willisem. To czysta komercja. Ona nawet nie stara się wejść w ramy sztuki – ostatecznie to nie kicz. Tym pojęciem nazwijmy tutaj coś, co stara się o miano dzieła wykonanego w zamyśle artyzmu. Wtedy należy sobie zadać pytania: czy to już było? Czy nie mamy wrażenia, że to się tutaj powtarza, my to już widzieliśmy, to tu, to tam? Na pewno darujemy sobie takie rozmyślania, gdy coś pozostawia nas obojętnym, nie wzbudza żadnych uczuć. Nic nie czujemy, ani oburzenia, ani niezrozumienia; przechodzimy obok „dzieła” tak, jakby go nie było. Zero, null, oh. A może podoba nam się, zatrzymuje nas, ale za to zastanawia fakt przesadnej łatwości w odbiorze? Nie trzeba się nad niczym zastanawiać, nie ma potrzeby refleksji, wszystko jest podane na tacy, umysł nie doznaje wysiłku… Podobnie to wygląda, gdy autor na siłę stara się nam uświadomić jedyną właściwą interpretację2 lub wmówić, że jest artystą, a nie byle jakim popowym piosenkarzem (nie będę rzucać nazwiskami, bo może okazać się to ryzykowne). Niektórzy tak zwani artyści stwierdzą, że dzieło sztuki nie musi być estetyczne, z czym się zgadzam, zawsze może obrzydzać, zniechęcać, być po prostu BRZYDKIE. Tylko, że ci „niektórzy” nierzadko przesadzają. Brzydota dla brzydoty nie jestem dobrym rozwiązaniem, bo co nam po zamartwianiu oczu jakimś niezbyt przyjaznym widokiem, gdy niczego on za sobą nie niesie. Jeszcze jedna sprawa, najtrudniejsza – przerysowanie. Niektórzy nie mają wyczucia, zamysłu artystycznego i przerysowują wszystko nazywając to swoim opus magnum, a to raz-dwa staje się kiczem. Problem pojawia się, gdy nazbyt wyraźna karykatura zostaje wykorzystana celowo. Przykładu nie trzeba długo szukać, na wyciągnięcie ręki pojawia się pop-art, którego mistrzem był Warhol. Jego prace, i prace współczesne z tego gatunku, nieustannie ocierały się o kiczowatość. Jednak, no proszę was, czy nie widać, że jest to działanie celowe? On był naprawdę mistrzem, bo choć jego prace do mnie nijak nie przemawiają, to widzę, że on powielał samego siebie i najwyraźniej dobrze się tym bawił. Także obecnie są fotografowie, którzy robią zdjęcia podchodzące pod sztukę. Lachapelle, na przykład? Tutaj widzimy coś nowego. Zebrać jego prace i wystawić w galerii sztuki? To pomysł bez sensu, brak w nim jakiegokolwiek pomyślunku: jego fenomen polega na odpowiednie dobranym kontekście. Co za tym idzie, prace Lachapelle’a nie są uniwersalne, zyskują na wartości tylko wtedy, gdy znajdują się w miejscu odpowiednio dobranym, bez tego – po prostu kicz; w adekwatnym środowisku – po prostu sztuka.

Chcę zrozumieć, jak pojmują ludzie

Można się zastanawiać na czym polega różnica w odbiorze świata przez różnych ludzi. Oprócz charakteru, usposobienia, upodobań i wrażliwości należy zwrócić uwagę na jeszcze inne elementy. Myślę, że największą rolę odgrywa tutaj życiowy bagaż, doświadczenie wyniesione z życia, warunki dorastania, zdarzenia z życia, etc. Magią sztuki ma być to, że przywołuje skojarzenia i zastanawia. Kto z nas nie bawił się kiedyś w skojarzenia? Jeżeli wystarczająco dobrze opanowało się tę grę (nie mówię o zabawie typu drzewo-las), zauważyć da się, że każdy ma czasem skojarzenia całkowicie zaskakujące, powiązane z czymś, na pozór bez sensu, o czym wie najlepiej osoba kojarząca. Jeżeli więc obraz, powieść, film czy piosenka ma wywoływać reakcje umysłu polegające na kojarzeniu pewnych faktów i dopasowywania ich, co ma decydujący wpływ na właściwy odbiór, nie powinniśmy być zaskoczeni, że niektórzy podchodzą do tego bardzo emocjonalnie, a inni wykazują się niejaką neutralnością. Dlatego można zauważyć zmianę pewnych upodobań pod wpływem czasu. Coś, co zawsze nas odpychało swoją drobnostkowością okazuje się nagle piękną metaforą utraconej miłości, a coś, co kiedyś budziło w nas młodzieńcze pragnienia i fantazje, zważywszy na to, co widzieliśmy podczas wojny, teraz okazuje się zakłamanym obrazem rzeczywistości.

Odwołam się do najlepiej znanego mi przykładu, wolę nie brnąć w nieznane mi jeszcze zakamarki sztuki. Sięgnijmy po poezję Tadeusza Różewicza. Jego poezja jest naznaczona tym, co przeżył podczas II Wojny Światowej. Niejednokrotnie w swej twórczości kontrastuje swoją młodość z życiem po wojnie. Demaskuje tamte, dawne wspomnienia, żyje tragicznymi przeżyciami, które nigdy nie opuszczą go w koszmarach sennych i wspomnieniach na jawie. Jego skojarzenia już zawsze będą jednorodne i monotematyczne, czemu wyraz daje w formie swoich wierszy: nieuporządkowana, rozsypana rzeczywistość, która nigdy już nie będzie piękna i cała. Aż chce się wtedy go sparafrazować i zapytać – czy jest możliwa poezja po nieszczęściach, jakie nas spotykają?

Sztuka, dla życia

Kiedy zacząłem pisać ten tekst, miejsce miało warte uwagi, aczkolwiek nieprzyjemne zdarzenie. W Łodzi, mieście, z którym jestem emocjonalnie związany, został zatwierdzony noworoczny budżet. Szybko się okazało, że zostały zaplanowane pewne cięcia, które najmocniej uderzały w wydział kultury3. Wtedy też zacząłem się poważnie zastanawiać, czy to możliwe, że kultura i sztuka zaczyna we współczesnym świecie odgrywać coraz mniejsze znaczenie? Jak inaczej wytłumaczyć liczne uderzenia właśnie w ten sektor ludzkiej działalności? Nie tylko w Łodzi, bo to tendencja dość ostatnimi czasy popularna. Tymczasem doskonale byłoby tutaj – znów – sparafrazować popularną myśl prototypu Fausta, wedle której sztuka uspokaja umysł, ułatwia wzlot myśli, a gdy trzeba – pobudza do walki. To świat alternatywny, język, którym posługiwać się potrafi każdy człowiek, dziedzina najlepiej oddziaływająca na nasze postrzeganie świata. Moim zdaniem, to element ważny w poprawnym rozwoju ludzkiej świadomości. Jak jest naprawdę, pozostawiam do indywidualnych rozważań.

Mając na uwadze zawód mojego dziadka tym, co zobaczył, będę musiał baczniej zważać na dobór towarzyszy w takie miejsca. Dyskusja dyskusją, ale jednak najprzyjemniej jest napawać się sztuką wtedy, gdy jesteśmy rozumiani przez kogoś. Tym samym życzę wszystkim, by taka osoba gdzieś tam zawsze była i dzieliła się z nami swoimi przeżyciami, tak podobnymi, a tak różnymi od siebie.

[By nie być gołosłownym: po kilkakrotnym przeczytaniu tego tekstu mam wątpliwości co do mojego obiektywizmu. Dla lepszego odbioru proponuję dobrać podawane przykłady wedle własnego uznania, by nie było rozczarowań i pretensji do - bądź co bądź - czasem niepopularnych upodobań autora.

Gwoli ścisłości, wpis ten opatrzony jest zdjęciem pracy Władysława Strzemińskiego zatytułowanej "Kompozycja Unistyczna", która to należy do zbiorów muzeum sztuki kwadrat.]

  1. W tym przypadku, w przypadku performansu, pojawiają się nowe głosy i próby usystematyzowania pojęcia. Odwołuję do książki „Performans” autorstwa Jacka Wachowskiego, który przeciwstawia się w niej teorii Marvina Carlsona. Twierdził on, że performans sam w sobie opiera się zdefiniowaniu
  2. Takie zdarzenie miało miejsce niedługo po premierze filmu „Wyspa tajemnic”, gdy zachwyceni kinomani interpretowali film na różne sposoby, a wtedy wystąpił publicznie autor powieści, Dennis Lehane, i przedstawił jedyne możliwe pole do rozumienia utworu.
  3. Najbardziej szczegółowo: oberwał Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka. Więcej informacji na ten temat można znaleźć na stronie Dziennika Łódzkiego pod tym odnośnikiem
This entry was posted in Sztuka and tagged , , , , , , , , , . Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>